„Stanie się czas” to powieść SF, która ukazała się w 2010 roku jako dodatek do miesięcznika „Nowa Fantastyka”. Trafiła mi w ręce tylko dlatego, że znalazła się na półce mojego obecnie byłego chłopaka. Wówczas nie wiedziałam, że sięgam po tytuł napisany przez jednego z bardziej rozpoznawalnych pisarzy fantastyki. Jak podobała mi się ta niedługa powieść, porszająca temat podróży w czasie?

Sprawdź inne powieści SF: „Rok 1984” | „Vertical” | „Przenajświętsza Rzeczpospolita”
Tu też podróżują w czasie: „Na skraju jutra” | „Czerwień Rubinu” | „Mapa Czasu”
Wyjątkowe i dziwne dziecko
Przed II wojną światową dr Anderson odbiera poród swojej znajomej. Na świat przychodzi zdrowy chłopczyk. Tyle że do zwykłego jest mu trochę daleko: Jack to ciche dziecko, zamknięte w sobie i czasem – nie wiadomo czemu – znikające. Mimo braku kolegów ma olbrzymią wyobraźnię i od czasu do czasu dziwnie się zachowuje. Dopiero z czasem doktor odkrywa jego tajemnicę: Jack jest podróżnikiem w czasie.
„Stanie się czas” chciałam czytać dalej
Przy starszych albo niezbyt znanych pozycjach zawsze obawiam się jednego: topornego tłumaczenia lub niemiłego stylu autora. Jaka więc była moja radość, gdy po dwóch stronach „Stanie się czas”, zamiast odrzucić ją w kąt, chciałam więcej! Chociaż styl Andersona jest dość surowy, to autor bardzo zgrabnie prowadzi narrację i książkę po prostu czyta się dość lekko. Przy okazji sam sposób poprowadzenia historii jest całkiem ciekawy. Historię obserwujemy z perspektywy doktora, który rozmawia z Jackiem. Czasem przenosimy się do głowy chłopca, ale cały czas wiemy, że głównemu bohaterowi właśnie ktoś o tym opowiada. To sprawia, że ta krótka historia nabiera pewnego dynamizmu, mimo że, bądź co bądź, brakuje w niej emocji, które mogłyby przyciągnąć większą rzeszę czytelników.
Wydaje mi się, że to właśnie taki styl jest największym problemem autora. Gdyby książka była napisana w bardziej emocjonujący sposób, pewnie łatwiej byłoby zatuszować pewne nielogiczności, które często tak czy siak pojawiają się w historiach poruszających tematykę podróży w czasie. Bo choć to temat bardzo ciekawy, to niełatwy do ugryzienia przez kogokolwiek. Tej książki po prostu nie da się przeczytać bez choćby jednej myśli: „Ej, zaraz, to bez sensu”, mimo że np. w „Trylogii Czasu” Gier na ten sam problem nikt nie zwróciłby uwagi. To jednak zbyt poważna pozycja, by czytelnik przeszedł obok tego obojętnie.

Jack to ciekawa postać
Pomimo pewnych wad i tego, że za podróżami w przyszłość, które zajmują sporo kartek, nie przepadam, ze „Stanie się czas” warto się zapoznać. Historia na swój sposób potrafi zaciekawić. Jack to dość ciekawa i dobrze skonstruowana postać. Doktor jako narrator także się sprawdza, zwłaszcza że Anderson nie skupia się na nim i jego prywatnym życiu: o tym, co się u niego dzieje, dowiadujemy się z półsłówek, które od czasu do czasu nam podsuwa.
Jeden element fantastyczny
Muszę też dodać, że nie jest to „typowe” SF. Podobnie jak w przypadku „Wydrążonego człowieka” mamy tu jeden główny element fantastyczny: podróże w czasie. Książka to science fiction tylko dlatego, że bohaterowie próbują zrozumieć poruszanie się w czasie w sposób naukowy. No i dlatego, że spora część podróży Jacka odbywa się w odległą przyszłość. Nie mniej, nie więcej 😉
Choć nie jest to najlepsza powieść, jaką przeczytałam, to tym, którzy szukają przygody powiązanej z podróżami w czasie, serdecznie ją polecam: być może akurat Anderson Was uwiedzie, a nawet jeśli nie, to obok tak ciekawego motywu po prostu nie da się przejść obojętnie. Niech też nie straszy Was gatunek powieści, bo to w tym przypadku naprawdę nie jest najbardziej istotne.
– To Johnny! … Było ich dwóch. Potem znów został jeden. – Załkała. – Ale to ten drugi!
Błagała mnie spojrzeniem, żebym uwierzył w to, co mi opowiada.
– Kąpałam go, kiedy usłyszałam płacz dziecka. Myślałam, że to sąsiedzi albo coś takiego. Ale płacz dochodził z sypialni. Owinęłam Johna w ręcznik – przecież nie mogłam go zostawić w wodzie – i wzięłam go na ręce. Poszłam zobaczyć, co się dzieje. W jego łóżeczku leżało nagie dziecko. Płakało i wierzgało nóżkami, bo się zmoczyło. Byłam taka zaskoczona, że… upuściłam Johna, kiedy pochylałam się nad łóżeczkiem. Powinien upaść na materac… Ale, Boże! On nie upadł. Zniknął. Złapałam go instynktownie, lecz w ręku został mi tylko ręcznik. John zniknął! Chyba straciłam przytomność. Kiedy ją odzyskałam, już nic nie było…
Fragment „Stanie się czas” Poula Andersona
Co powiesz na historyczną powieść SF?

Tytuł: Stanie się czas
Autor: Poul Anderson
Liczba stron: 232
Gatunek: science-fiction