„Unicestwienie” chciałam przeczytać zaraz po obejrzeniu filmowej adaptacji, zwłaszcza że twórczość Jeffa VaderMeera już znałam. I już teraz, w 2026 roku, mogę dalej potrzymać tezę, że jest to lektura co najmniej ciekawa to dziś mam swoje bardziej ulubione powieści tego autora. Jak odebrałam tę powieść w 2019 roku i czy to może być dobra lektura dla Ciebie? Sprawdź!

Sprawdź recenzje innych książek weird fiction: „Ubik” | „Ostatnie dni Nowego Paryża”
Cztery kobiety, dwunasta wyprawa, jedna strefa X
To już dwunasta wyprawa, której zadaniem jest zbadanie tajemniczej Strefy X. Cztery kobiety wyruszają do odizolowanego od reszty świata rejonu, próbując zdobyć jakiekolwiek informacje pozwalające zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie, czym to miejsce w ogóle jest i w jaki sposób powstało.
Trudny początek, porywająca lektura
Poznałam twórczość Jeffa VanderMeera już dawno temu, gdy przypadkiem sięgnęłam po „Podziemia Veniss”. Gdy ukazała się „Anihilacja” – ekranizacja innej powieści tego autora – doskonale wiedziałam, że prędzej czy później sprawdzę kolejną jego książkę. „Podziemia…” miały w sobie to coś, a sam film zaintrygował mnie od pierwszej zapowiedzi. I tak pewnego wieczoru kupiłam całą trylogię „Southern Reach”, a ostatnio w końcu zapoznałam się z jej pierwszym tomem, czyli „Unicestwieniem”.
I choć to książka o dość wysokim progu wejścia, jednocześnie okazuje się powieścią, którą czyta się niezwykle dobrze. VanderMeer używa zwięzłych, krótkich zdań. „Unicestwienie” to pozycja niedługa, bardzo treściwa i pozbawiona zbędnych ozdobników, dzięki czemu utrzymuje świetne tempo. Choć wpisuje się w nurt new weird, naprawdę nie jest trudna w odbiorze – a przynajmniej nie pod kątem językowym.
Bohaterowie w cieniu nieznanego
Pod innym kątem… bywa już nieco trudniej. Albo raczej: dziwniej. Przede wszystkim „Unicestwienie” nie jest powieścią dla osób szukających wyłącznie skomplikowanych relacji między postaciami, barwnych dialogów i wspólnych przygód. Choć pozornie dostajemy grupę bohaterek, to nie one są w tej historii najważniejsze. W przeciwieństwie do filmowej adaptacji, w której położono wyraźny nacisk na postacie, w powieści VanderMeera dowiadujemy się o bohaterkach tylko tyle, ile jest nam absolutnie niezbędne. Autor skupia się przede wszystkim na głównej postaci, jej wewnętrznych przemyśleniach i specyficznym postrzeganiu otaczającego świata.
„Unicestwienie” opiera się więc głównie na opisach skoncentrowanych wokół wnętrza Biolożki (bo tak właśnie postać jest stale nazywana – jej imienia nigdy nie poznajemy). Oczywiście pojawiają się tu pewne elementy akcji, jednak pełnią one raczej rolę przerywników popychających fabułę do przodu. Dla niektórych może to brzmieć odstraszająco, ale w przypadku prozy VanderMeera naprawdę świetnie się sprawdza. Powieść ma znakomite tempo i dosłownie pochłania czytelnika – o ile tylko da się on pociągnąć wykreowanemu światu.
Na pograniczu gatunków i klimatycznego horroru
Właściwie trudno jednoznacznie określić gatunek tej powieści. Owszem, na pewno mamy do czynienia z fantastyką balansującą na pograniczu science fiction i weird fiction. Mimo naukowego podejścia do przedstawionej sytuacji, książka kryje w sobie mnóstwo niesamowitości i dziwności. Z drugiej strony VanderMeer genialnie buduje napięcie, chwilami serwując nam wręcz klimatyczny horror, w którym otaczająca bohaterki przyroda staje się czającym w ukryciu „złem”.
Warto również wspomnieć o samym wydaniu. Nieść tylko okładki całej serii przyciągają wzrok, ale wewnątrz „Unicestwienia” znajdziemy także kilka naprawdę ciekawych, kolorowych grafik. Nie ma ich wiele, lecz w zupełności wystarczają, by obcowanie z książką było jeszcze przyjemniejsze.

„Unicestwienie” to kolejne spotkanie z dobrą fantastyką
„Unicestwienie” okazało się dla mnie kolejnym udanym spotkaniem z dobrze napisaną fantastyką. Taką, która bywa dziwna i momentami niezrozumiała, ale jednocześnie wyszła spod pióra niezwykle zręcznego pisarza z ogromną wyobraźnią i świetnym warsztatem. To pozycja, która nie potrzebuje nadmiaru słów – broni się sama, o ile tylko czytelnik da jej szansę i nie przestraszy się odrobiny dziwności oraz mniej przygodowego podejścia do gatunku.
Istnieją jednak granice rozmyślania nawet o małym skrawku czegoś tak doniosłego. Wciąż widzisz wznoszący się za tobą cień całości i gubisz się w myślach, po części dlatego, że w panice uświadamiasz sobie rozmiary tego wyobrażonego lewiatana.
Fragment powieści „Unicestwienie” Jeffa VanderMeera

Tytuł: Unicestwienie
Tytuł serii: Southern Reach
Numer tomu: 1
Autor: Jeff VanderMeer
Tłumaczenie: Anna Gralak
Liczba stron: 232
Gatunek: weird fiction
Wydanie: Otwarte, Warszawa 2014
1 thought on “Unicestwienie: Wyprawa do Strefy X [recenzja] [archiwum]”