„Herosi” to serial, który obejrzałam dosć niespodziewanie i równienie niespodziewanie nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba. Jak oceniałam tę superbohaterską historię w 2018 roku?

Sprawdź inne seriale fantastyczne: „Ash kontra martwe zło” | „Westworld” | „The Expanse” | „Z Archiwum X”
Zwykli ludzie odkrywają swoje moce
Peter Petrelli (Milo Ventimiglia) odkrywa, że potrafi latać. Jego brat, startujący w wyborach do Kongresu Nathan (Adrian Pasdar), nie chce go jednak słuchać. Jednocześnie nie tylko oni odkrywają swoje moce… a na ludzi z niezwykłymi zdolnościami zaczyna polować tajemniczy Sylar (Zachary Quinto).
„Herosi” nie są produkcją odkrywczą: zmutowanych genetycznie ludzi z losowymi umiejętnościami już przecież znamy dzięki Marvelowi, a trudno, słysząc coś takiego, nie porównać ich do „X-Menów”. Ale… no właśnie, istnieje „ale”, a nawet dwa! Po pierwsze, ja ten motyw po prostu lubię, bo dobrze mi się kojarzy. Po drugie, pierwszy sezon „Herosów” jest tak niewymuszony, że po prostu bardzo przyjemnie mi się to oglądało.
„Herosi” mają wielu bohaterów
Początkowo można dostać od oglądania tego serialu bólu głowy. Choć to Peter Petrelli jest naszym głównym bohaterem, tak naprawdę postaci mamy tu od groma i trzeba chwili, by dokładnie połapać się, kto jest kim i kto ma ze sobą jakie powiązania. Pod tym względem „Herosi” są jak telenowela: każdy z każdym się zna i ma jakieś dziwne zależności względem siebie, które wychodzą w trakcie oglądania. Mamy więc dwóch Japończyków, Hiro (Masi Oka) i Ando (James Kyson), którzy wydają się być rodem wyciągnięci z anime.
Mamy rodzinę żyjącą trochę poza prawem: Niki (Ali Larter), jej męża D. L. (Leonard Roberts) i syna Micah (Noah Gray-Cabey). Pojawia się tu nawet zbuntowana nastolatka, Claire (Hayden Panettiere), oraz trochę nieogarniający życia policjant Matt Parkman (Greg Grunberg). Niemal od razu dostajemy wszystkie postacie na raz, a przecież nie wymieniłam nawet połowy z nich. Mimo tego tak duża mnogość bohaterów to zaleta, a nie wada tego serialu. W końcu się ich zapamiętuje i zaczyna rozpoznawać, a dzięki takiej liczbie postaci każdy znajdzie bohatera, z którym będzie mógł się utożsamić.

Te powiązania są grubą nicią szyte…
Wracając jeszcze na chwilę do samych powiązań bohaterów: powiedzieć, że są często grubą nicią szyte, to mało powiedziane. Ich powiązania bywają bardzo naciągane. Tyle że… to nie miała być poważna produkcja. To lekki serial, który ma bawić – i to robi. Dlatego mi kompletnie nie odebrało to radości płynącej z oglądania.
Ten serial stoi przede wszystkim nie na pomyśle, nie na samej fabule, a na sympatycznych postaciach, których nie da się nie lubić, i ich relacjach między sobą. Mimo swojej lekkości porusza choćby temat rodzinnych dramatów i kłamstw albo tematykę uzależnienia od narkotyków. Nie jest w tym nachalny, ale dzięki temu nasze postacie są po prostu bardziej rzeczywiste i realne.
Trochę kryminału, trochę starć
W „Herosach” mamy trochę epickich starć i trochę kryminalnej zagadki, ale przede wszystkim to opowieść o zwykłych, szarych ludziach, którzy próbują poradzić sobie z nowymi zdolnościami, a nie produkcja o superbohaterach. Czasem bawią się swoimi mocami, czasem się ich boją i nad nimi nie panują. Nie prosili się o nie i nie mają nad sobą trenera, który natychmiast zrobi z nich wyjątkową drużynę biegającą w komiksowych strojach. I to chyba jeden z większych atutów tego serialu.
Mimo upływu lat serial nadal nie wygląda źle. Przede wszystkim większość umiejętności nie jest widoczna gołym okiem. Nie mamy tu olbrzymich potworów czy osób wyglądających jak bestie, dzięki czemu użycie efektów specjalnych jest minimalne i dalej wygląda dobrze, a nawet jeśli wpada trochę w kicz, to wydaje się on na miejscu.
Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, co po prostu poprawi Wam humor, bez wyrzutów sumienia polecam Wam „Heroes” – to miła przygoda, w której wiele osób znajdzie coś dla siebie.
„Herosi”, sezon 1
„Heroes”
serial science-fiction
3 thoughts on “Herosi. Sezon 1: Rozrywka w czystej postaci [recenzja] [archiwum]”