„Kłamca” Jakuba Ćwieka to jedna z pierwszych powieści, z którą zapoznałam się właśnie przez blogsferę. Przeczytałam tę książkę w 2016 roku i to też z tego okresu pochodzi poniższy wpis. To był początek mojej przygody z twórczością Ćwieka: długą, choć wcale nie zakończoną miłością do jego książek. Jak podobał mi się debiut tego polskiego pisarza?
Sprawdź recenzje kolejnych tomów: „Kłamca 2: Bóg marnotrawny” | „Kłamca 3. Ochłap Sztandaru” | „Kłamca 4. Kill’em all”
Zagładę Walhalli przetrwał tylko Loki
Walhalla zostaje zniszczona przez zastępy aniołów. Z pogromu ocalał tylko Loki, przybrany syn Odyna. Aby przetrwać, bóg kłamstwa dołącza do niebieskich zastępów, wypełniając zadania, którym aniołowie — przez narzucone im z góry zasady — nie mogą sprostać.
Naprawdę nie miałam bladego pojęcia, po co sięgam. Wiedziałam jedynie, że Ćwiek jest podobno fajnym pisarzem, a „Kłamca” opowiada o Lokim. Z taką wiedzą zagłębiłam się w lekturę, po cichu spodziewając się wielkiej, epickiej przygody. A dostałam… amerykańskie kino akcji w formie książki, kojarzące mi się klimatem z „Avengersami” czy „Supernatural”.
To niebiańskie sprawy kryminalne
Przynajmniej ta część „Kłamcy” nie przedstawia nam bardzo konkretnej historii. Nasz tytułowy bohater po prostu rozwiązuje niebiańskie sprawy kryminalne, a my w międzyczasie dowiadujemy się, czemu tak naprawdę sprawy mają się tak, a nie inaczej. Powieść tak naprawdę składa się z kilku historii, połączonych ze sobą tylko Lokim, przypominając nieco wiedźmińskie opowiadania*.
Nieco — bo na pewno nie stylem i klimatem. Styl Ćwieka jest bardzo prosty, szybki, nieprzynudzający, a całość w żadnym razie nie jest poważna. No, przynajmniej przez większość stron powieści. Obserwujemy zjazd książąt, archaniołów wrabianych w role gejów i egipskich bogów przypominających chwilami bardziej psy niż istoty władające jakąś częścią świata. W „Kłamcy” nie brakuje także krwi i panien lekkich obyczajów.
„Kłamca” pozostawił po sobie mieszane uczucia
Sama, szczerze mówiąc, mam co do tej pozycji mieszane uczucia. Z jednej strony to na pewno całkiem niezłe czytadło, które może sprawić, że kilka razy człowiek się uśmiechnie. Z drugiej — nigdy nie przemawiało do mnie mieszanie świata bogów ze światem ludzkim, a tu mamy jeszcze mieszanie wszystkich religii, jakie kiedykolwiek istniały. Widzicie, czytając fantastykę, lubię mieć poczucie, że dana historia w przedstawionych przez autora realiach mogłaby się wydarzyć. W tym przypadku niestety go nie mam.
Jeśli chodzi o samego głównego bohatera, to taki typowy bad guy, który z jednej strony ma coś za uszami i lubi czasem płatać nieprzyjemne żarty, z drugiej jest całkiem równym gościem, który pomoże, gdy będzie trzeba i raczej swoich bliskich nie zostawi. Nie jest skonstruowany w jakiś genialny sposób, ale chyba trudno go zupełnie nie lubić.
Aniołowie zaś po prostu są nieco śmieszni. Niby potężni, ogromni, z drugiej — ograniczeni głupimi zasadami i swoimi biblijnymi poglądami, nieraz błagając Lokiego o pomoc niemal na kolanach. Nie potrafią żartować, a do dobrych, kochanych stróżów jest im zdecydowanie daleko.
Lekka książka z szybką akcją
„Kłamca” doskonale sprawdzi się jako lektura dla osób lubiących połączenie szybkiej akcji z dość krwawą fantastyką oraz nieco marvelowskim klimatem. Niestety nie jest to historia, którą pokochają osoby lubujące się w baśniowości czy delikatnej, „kobiecej” literaturze. Ćwiek daje nam dość barwną, ale przy tym krwawą i dość wulgarną historię, w której epickiego, fantastycznego klimatu oraz wielkich miłości silniejszych od śmierci z opisami na kilka stron po prostu nie znajdziecie.
*W gruncie rzeczy to opowiadania — zorientowałam się już po napisaniu recenzji.
Sprawdź inne cykle Jakuba Ćwieka: „Grimm City. Wilk!” | „Chłopcy”

Tytuł: Kłamca
Tytuł serii: Kłamca
Numer tomu: 1
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 272
7 thoughts on “Kłamca: „Nic ci nie da moje imię, mam ich tyle ile twarzy.” [recenzja] [archiwum]”