„Wzlot Persepolis” to siódmy tom cyklu o przygodach Jamesa Holdena i jego załogi w kosmosie. Czy warto jednak docierać aż tak daleko? Sprawdź recenzję, aby dowiedzieć się, czy to książka dla Ciebie.

Recenzje innych książek z cyklu: „Przebudzenie Lewiatana” | „Wojna Kalibana” | „Wrota Abaddona” | „Gorączka Ciboli” | „Gry Nemezis” | „Prochy Babilonu”
Ten plan na emeryturę nie może się udać
Minęły lata. James i Naomi chcą odejść na emeryturę, przekazując Rosynanta Bobby. Świat jednak ma inne plany. W Układzie ponownie wybucha spór, który załoga musi pomóc rozwiązać.
Każdy kolejny tom miał być lepszy…
Co czytam kolejny tom „Ekspansji” to jestem przekonywana przez inne osoby, że TAK, kolejny tom jest lepszy, TAK, to nowy rozdział historii, który zapewni rozrywkę na wysokim poziomie. Czytaj, bo dalej jest lepiej! No więc czytam. „Wzlot Persepolis” już za mną. I wiecie co? Znów mam ochotę głównie narzekać.
„Wzlot Persepolis” łatwo się czyta
Zacznijmy może jednak od zalet. Pierwszą z nich jest to, że ten cykl bardzo łatwo się czyta i „Wzlot Persepolis” nie jest wyjątkiem. Mi czytanie jej zajęło jeden dzień, a wcale nie robiłam tylko tego. A przecież to ponad pół tysiąca stron! Język jest lekki i po prostu „wchodzi” bez najmniejszego problemu.
Drugą zaletą jest zmiana w narracji. Przez kilka tomów autorzy wrzucali regularnie nowego bohatera, który nigdy nie wracał i w gruncie rzeczy nie był tak istotny fabularnie. W tym przypadku autor skupia się raczej na znanych nam postaciach, nie trzyma się tylko Holdena, jeśli chodzi o załogę Rosynanta, a te narracje poboczne faktycznie coś wnoszą i są dla fabuły istotne.
Poza tym ta powieść jest po prostu dość nudna.

Militarne przygody w kosmosie
Od kiedy temat protomolekuły się zakończył i ta space opera poszła raczej w stronę jakiś militarnych przygód w kosmosie, a nie w stronę rozwiązywania zagadki z samego początku każdy tom jest niezmiernie wtórny. Coś się dzieje, Holden i załoga się w to mieszają, dzieją się rzeczy, uspokajają sytuacje. Ot, schemat taki, jak zawsze. Te książki przypominają serial, który co sezon robi to samo, ale w nieco inny sposób, zamykając historię w jednej części. To mogłoby działać, ale nie tutaj – nie w historii, w której na początku stawką były miliony żyć, a teraz tej stawki praktycznie nie czuć.
Trudno mi to czytać dokładnie, trudno mi się na tym skupić i dobrze bawić się w trakcie. Lubię tę załogę i te postacie, ale serialowa wersja paradoksalnie robi to znacznie lepiej na niemal każdym polu i czasem zastanawiam się, czy w ogóle jest sens kontynuować przygodę z „Ekspansją”. Ale jednocześnie to mimo wszystko ważny dla mnie cykl, a na półce już czeka na mnie „Gniew Timat”, więc wychodzi na to, że po prostu nie mam wyboru. Mam tylko nadzieję, że autorzy na tych dziesięciu tomach po prostu skończą tę opowieść.

Tytuł: Wzlot Persepolis
Tytuł serii: Expanse / Ekspansja
Numer tomu: 7
Autor: James S. A. Corey
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Liczba stron: 540
Gatunek: space opera
Wydanie: Mag, 2019
3 thoughts on “Wzlot Persepolis: Rosynant potrzebuje emerytury [recenzja] [archiwum]”