„Odkrywanie Ameryki” to książka, którą dostałam z jakiejś okazji od mojego ówczesnego chłopaka. Była w pewnym sensie żartem, ale nie do końca. W tamtym czasie Mariusz Max Kolonko był dość popularny, a my słuchaliśmy go pół żartem, pół serio. Przyznaję, w tamtym czasie jak gąbka chłonęłam poglądy otaczających mnie osób, nie zdając sobie z tego sprawy. Jak wówczas oceniłam tę książkę kontrowersyjnej osobowości intrenetowej?

Sprawdź więcej literatury faktu: „Jądro dziwności” | „Dzisiaj narysujemy śmierć” | „Podróże z Herodotem” | „Wyprawa Kon-Tiki” | „Heretyk z Familioka”
On przeżył swój American Dream
Mariusz Max Kolonko wyjechał do USA pod koniec lat 80. i tam przeżył American Dream: niegdyś był emigrantem z Polski, mającym przy sobie 200 dolarów, obecnie zaś jest szanowanym dziennikarzem. W swojej książce opowiada o swoim życiu i Stanach, które traktuje jak dom.
„Odkrywanie Ameryki” niełatwo zakwalifikować do konkretnego gatunku. Nie jest to pełna autobiografia od A do Z. Książka podróżnicza? Po części, ale też nie do końca. Jak sam autor napisał w swojej książce, to bardzo osobiste dzieło, które mi kojarzy się najbardziej z blogiem podróżnika albo emigranta właśnie, który po prostu pisze o tym, co widzi, co go zainteresuje, będąc przy tym w pełni subiektywnym i czasem nie zwracając uwagi na potoczny styl. Taki wizerunek książki dopełniają często prywatne zdjęcia autora, które zdobią tekst tak, jak fotografie w poście blogowym.
„Odkrywanie Ameryki” to mocno autorski projekt
Skoro już o zdjęciach mowa, chcę napisać kilka słów o samym wyglądzie książki. Z tego, co wiem, to wydanie zostało w pełni złożone przez autora. Grafika, układ, czcionka, dobór i umiejscowienie zdjęć – to wszystko jego dzieło. Z jednej strony moim zdaniem wydanie nie wygląda najpiękniej, ale styl Maxa Kolonko jest w niej bardzo wyraźnie widoczny. Poza tym to, że nie jest wydana pięknie, nie oznacza, że jest wydana źle: sam papier jest bardzo dobrej jakości, przypominając bardziej ten z książek-albumów.
Nie wiem, dla kogo jest ta książka
Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, „dla kogo” to jest książka. Oczywiście ten, kto bardzo lubi autora, na pewno się w niej odnajdzie, ale poza tym nie mam pomysłu, kto inny mógłby czerpać radość z czytania jej. Niby książka jest dla „odkrywców Ameryki”, ale szczerze mówiąc, jeśli ktoś interesuje się USA, będzie większość rzeczy ze środka wiedział. Kolonializm, Indianie, Pocahontas, UFO, wyprawy w kosmos czy atak na WTC to przecież tak wałkowane tematy, że raczej o tym „się wie”. „Odkrywanie Ameryki” może co najwyżej pokazać nam pogląd autora na daną sprawę, jego przeżycia albo przekazać parę ciekawostek.
Jeśli chcecie poznać Mariusza Maxa Kolonko od zera, to raczej też nie będzie książka dla Was: jest tak chaotyczna, że możecie się po prostu w niej pogubić. Wydarzenia nie są ułożone chronologicznie i teoretycznie można ją czytać od każdego możliwego momentu, ale też nie do końca, bo podzielone są na parę „działów” tematycznych, które nie są w żaden sposób rozdzielone od siebie i bywa, że są przeplatane innymi rozmyślaniami autora.

„Odkrywanie Ameryki” ma kilka zalet, ale…
Styl Maxa Kolonko jest, powiedziałabym, „typowy dla felietonisty” – dość barwny, zwięzły, ale chwilami toporny. Przy okazji miałam często wrażenie, że autor zakłada, że coś jest oczywistością, przez co po prostu się gubiłam, jako że nigdy USA nie leżało w kręgu moich zainteresowań.
„Odkrywanie Ameryki” ma parę ładnych zalet, ale w moim odczuciu to pozycja albo „do szuflady”, albo dla znajomych i fanów Mariusza Maxa Kolonko. Jeśli nie interesuje Was ta postać, chyba nie ma po co nawet tej książki otwierać, jeśli i owszem, to można sobie ją sprawić. Wydaje mi się jednak, że to jedna z tych pozycji, która najlepiej sprawdzi się na prezent: nie ma jej w normalnych księgarniach, więc raczej obdarowywana osoba nie będzie jej miała, a jeśli wiemy, że interesuje się choć trochę autorem, na pewno będzie zadowolona z tego, że ma książkę ważnej dla siebie osoby 🙂

Tytuł: Odkrywanie Ameryki
Autor: Mariusz Max Kolonko
Liczba stron: 332
Gatunek: autobiografia, pamiętnik