„Rycerze Pożyczonego Mroku” to młodzieżowe fantasy, które nie wyróżnia się niczym szczególnym, a jednocześnie trafiło na listę lektur w Irlandii. Czytałam tę książkę w 2018 roku w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Jak mi się wówczas podobała?

Poznaj recenzję kolejnego tomu: „Wieczny dwór”
Sprawdź recenzje innych książek fantasy dla młodzieży: „Biały kruk” | „Król magii” | „Ruda sfora” | „Zakazane życzenie” | „Marzyciel” | „Tryjon” | „Złodziej Pioruna”
Kim są Rycerze Pożyczonego Mroku?
Denzin niedawno skończył trzynaście lat, a od drugiego roku życia mieszka w sierocińcu. Dlatego, gdy niespodziewanie zostaje zaproszony przez ciotkę do jej domu, nie potrafi ukryć zdziwienia. Tym bardziej że prędko wychodzi na jaw, czym ona i jej przyjaciele się zajmują: są Rycerzami Pożyczonego Mroku, którzy walczą z istotami przybyłymi z innego wymiaru. I wszystko wskazuje na to, że Denzin również jest jednym z nich.
Typowo młodzieżowe fantasy przygodowe kojarzy mi się z dość prostackim humorem i ogromną liczbą schematów. Dlatego też „Rycerze Pożyczonego Mroku”, książka z tytułem, który już sam w sobie wydaje się żartem, wzbudzili we mnie obawę przed tym, co zastanę w środku. Na całe szczęście – niepotrzebnie. Wprawdzie to nadal typowo młodzieżowa fantastyka, ale w jej treści można znaleźć coś znacznie lepszego, niż mógłby sugerować tytuł i stosunkowo kiczowata okładka.
To dość zwyczajne fantasy dla młodzieży
Nie będę nikogo oszukiwać: ta książka to naprawdę dość zwyczajne fantasy tego pokroju. Absolutnie niczym szczególnym nie zaskakuje. Dostajemy młodego bohatera, który jest na swój sposób wyjątkowy i musi nauczyć się korzystać ze swoich umiejętności, by walczyć z siłami zła. Niemniej na tle innych podobnych dzieł wcale nie wypada źle.
Przede wszystkim Denzin nie jest tym jedynym wyjątkowym, który od początku dysponuje umiejętnościami wyróżniającymi go spośród wszystkich. Jest raczej zwykłym wśród niezwykłych. Co prawda jego przeszłość osnuta jest tajemnicą, jednak nie wpływa ona bezpośrednio na to, kim jest.
„Rycerze Pożyczonego Mroku” mają potencjał w świecie przedstawionym
Ponadto świat wymyślony przez Ruddena po odpowiednim dopracowaniu mógłby spokojnie funkcjonować jako podstawa książki urban fantasy skierowanej do starszego czytelnika. Oczywiście, jak na literaturę młodzieżową przystało, mamy tu liczne uproszczenia. Wiele rzeczy jest nieprzemyślanych, dziurawych lub przerysowanych, ale sam motyw, który autor wymyślił, nie razi. Myślę, że mogłoby się z tego narodzić coś znacznie więcej, gdyby tylko Rudden miał na to ochotę.
Nie mam też do czego przyczepić się w samym stylu autora. Całość czyta się bardzo lekko i szybko. Na szczęście nie spełniły się również moje obawy dotyczące wręcz żenującego humoru. Książka, wbrew pozorom, traktuje siebie stosunkowo poważnie i głupich żartów, ku mojej uldze, raczej w niej nie ma. „Rycerze Pożyczonego Mroku” nie próbują być komedią i osobiście naprawdę na to nie narzekam.

To debiut skierowany do młodszego czytelnika
Nie ma jednak co ukrywać: ta powieść jest debiutem, na dodatek skierowanym do młodszej publiczności. Dlatego mimo wszystko sama narracja nie była idealna, a przynajmniej nie w moim odczuciu. Mniej więcej do połowy książki otrzymujemy przede wszystkim dość prostą ekspozycję, w której główny bohater rozmawia z przedstawicielami Zakonu Rycerzy Pożyczonego Mroku i dowiaduje się wszystkiego, co jest potrzebne zarówno jemu, jak i czytelnikowi, do zrozumienia świata przedstawionego. Nie jest to rozwiązanie całkowicie złe – mam wrażenie, że młody czytelnik właśnie tego często oczekuje. A ponieważ styl Ruddena jest bardzo lekki, fragmenty te nie dłużą się szczególnie. Niemniej trudno uznać taki sposób przedstawienia świata za naprawdę udany. Zdecydowanie można było zrobić to lepiej.
O ile więc pierwsza połowa powieści stanowi przede wszystkim ekspozycję, o tyle w drugiej całość mocno rusza z kopyta. Wtedy zaczyna się właściwa przygoda i akcja, która wypada całkiem dobrze, choć skłamałabym, mówiąc, że całkowicie mnie porwała.
„Rycerze Pożyczonego Mroku” to książka, która spełnia swoje zadanie jako młodzieżowa powieść przygodowa z gatunku fantasy. Jest lekka i przyjemna w odbiorze, a przy okazji nie ma w sobie szczególnie rzucających się w oczy dziur fabularnych czy logicznych. Niemniej jest to powieść skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników. Dla starego wyjadacza to jednak trochę za mało, by bawić się podczas lektury naprawdę wyśmienicie.
– Bez względu na to, co wybierzesz, będziesz musiał przejść pewne przeszkolenie… żeby się upewnić… że nie dojdzie do wypadków, jeśli stracisz panowanie nad sobą.
– Wypadków?
– Moc się w tobie obudziła – odpowiedziała Vivian. – Tego nie można zignorować. Musisz się nauczyć ją kontrolować. W przeciwnym wypadku może się ujawnić w najmniej spodziewanym momencie, gdy stracisz panowanie nad sobą albo poczujesz silne emocje. Dlatego musieliśmy cię tu sprowadzić.
Fragment „Rycerzy Pożyczonego Mroku” Dave’a Ruddena

Tytuł: Rycerze Pożyczonego Mroku
Tytuł serii: Rycerze Pożyczonego Mroku
Numer tomu: 2
Autor: Dave Rudden
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Liczba stron: 311
Gatunek: przygodowe fantasy dla młodzieży
Wydanie: Jaguar, Warszawa 2017
2 thoughts on “Rycerze pożyczonego mroku: Sierota, który stał się rycerzem [recenzja] [archiwum]”