„Fałszywy Pieśniarz” to kontynuacja jednego z moich ulubionych comfort booków. Miałam przyjemność napisać do niego recenzje w 2019 roku, w ramach współpracy z wydawnictwem Uroboros. Jak wówczas podobała mi się ta historia? Czy warto w ogóle poznać to polskie, kryminalne urban fantasy?

Recenzje książek z cyklu: „Szamanka od umarlaków” | „Demon Luster”
Ogród Demona Luster i powrót do Wrocławia
Ogród Demona Luster przypomina opustoszały cmentarz pełen roślin. Gdy zostaje w nim znalezione ciało, Ida i Kruchy zostają wezwani na miejsce zdarzenia. Wkrótce we Wrocławiu dochodzi do serii samobójstw. Młoda szamanka od umarlaków próbuje pomóc w rozwiązaniu śledztwa.
Rozwój autorki i ewolucja urban fantasy
Idę Brzezińską spotkałam już dobrych kilka lat temu. Zaczęłam od „Demona Luster”, czyli drugiego tomu cyklu – wydająca go Fabryka Słów niestety nie zadbała o to, by powieść była w jakikolwiek sposób oznaczona, a to były jeszcze czasy, w których nie sprawdzałam w sieci każdej książki przed wzięciem do ręki. Po dłuższym czasie nadrobiłam też tom pierwszy, uznając go jednak za gorszy od kontynuacji. Dobre wspomnienia po książce Raduchowskiej jednak pozostały i z chęcią zabrałam się za tom trzeci, czyli „Fałszywego Pieśniarza”. Miałam nadzieję, że po udanym „Spektrum” autorka po prostu nie może mnie zawieść i w kolejnej odsłonie „Szamanki od umarlaków” dostarczy mi odpowiedniej dawki rozrywki.
I nie przeliczyłam się. Martyna Raduchowska to pisarka, która rozwinęła się w naprawdę dobrym kierunku. Tom pierwszy serii pamiętam jako przeciągnięty do długości powieści, lekki i niekoniecznie wybitny żart – całkiem sympatyczny, ale wyraźnie będący debiutem. „Fałszywy Pieśniarz” jest zaś nieźle poprowadzoną, przygodowo-kryminalną powieścią urban fantasy.

Lekki ton jest dalej obecny
Powieść wprawdzie dalej zachowuje swój lekki ton. To książka, którą swobodnie mogłabym porównać do cyklu Anety Jadowskiej o Dorze Wilk czy do „Domu wschodzącego słońca” Aleksandry Janusz. O ile w tomie pierwszym Ida była krnąbrną prawie-nastolatką, o tyle w tomie trzecim zdobyła już trochę doświadczeń i po roku rozwoju wyraźnie się zmieniła. Powoli nabiera pewności siebie i szuka swojego miejsca w świecie.
Uznałabym więc, że „Fałszywy Pieśniarz” plasuje się w swoim tonie gdzieś pomiędzy wcześniej wspomnianymi książkami. Z jednej strony światem przedstawionym nieco bardziej przypomina ten z powieści Janusz i jest odrobinę bardziej niewinny niż twórczość Jadowskiej. Z drugiej strony „Dom wschodzącego słońca” opowiada o nastolatce, a Ida jest już mimo wszystko dorosłą kobietą, która musi umieć zadbać o siebie samodzielnie.
„Fałszywy Pieśniarz” dalej rozwija relację bohaterów
Doskonale pamiętam, że w „Demonie Luster” zauroczyła mnie przede wszystkim relacja Idy z Kruchym. Zbudowana na przyjaźni, wzajemnym wsparciu i wspólnych żartach, wydawała mi się bardzo naturalna. W tamtym okresie nie znałam wielu powieści, które podchodziłyby do więzi między postaciami w taki sposób. Teraz nie jest to dla mnie nowością, ale w „Fałszywym Pieśniarzu” autorka kontynuuje to, co zaczęła wcześniej… i wychodzi jej to naprawdę uroczo. Tym bardziej że w polskiej literaturze nie znam zbyt wielu równie sympatycznych duetów.
Jak wypada świat przedstawiony?
Sam świat przedstawiony nie należy do szczególnie oryginalnych. Jest barwny, ale bazuje na znanych schematach. Opowiadana przez Raduchowską historia okazuje się dynamiczna i pełna pomysłowych zwrotów akcji, choć to bohaterowie sprawiają, że naprawdę wciąga. Choć zwykle traktuję postacie jako narzędzia potrzebne do realizacji fabuły, tak w tym przypadku to Ida i Kruchy wysuwają się na pierwszy plan. Dlatego osoby, które nie polubiły ich wcześniej, mogą niekoniecznie wsiąknąć w tę historię.

Czy warto przeczytać historię o pechowej Idzie?
Koniec końców, przy kontynuacji „Szamanki od umarlaków” bawiłam się naprawdę dobrze. To książka, która świetnie sprawdziła się u mnie w roli odskoczni od poważniejszych tematów. Sprawiła, że z przyjemnością śledziłam losy bohaterów, i właściwie nie narzekałabym, gdyby Raduchowska stworzyła wielotomową serię fantastycznych kryminałów z tymi postaciami – zakładając oczywiście, że miałaby na to ochotę i pomysł.
To powieść, która trafi do szerokiego grona odbiorców (wyłączając jedynie tych szukających wyłącznie trudnej i poważnej literatury). Dodać też muszę, że to wręcz doskonała pozycja na jesień. Akcja nie tylko rozgrywa się w październiku, ale jej temat kręci się wokół nieumarłych, demonów i szeroko rozumianej nekromancji – nie wyobrażam sobie historii bliższej klimatowi Święta Zmarłych.
– No co? – burknęła podejrzliwie. – Co cię tak bawi? – A to – odparła Tekla, nie kryjąc zadowolenia – że Ida wcale nie wścieka się, bo nie może wyrzec się swoich talentów, tylko dlatego, że chciałaby coś tymi talentami udowodnić. Sobie i innym. Można to chyba uznać za pewien progres. Wolałabym co prawda, żeby przy okazji robienia postępów nie popadała z jednej skrajności w drugą, ale cóż… najwyraźniej jej umysł działa wybitnie jednokierunkowo i nie uznaje półśrodków.
Fragment powieści „Fałszywy Pieśniarz” Martyny Raduchowskiej

Tytuł: Fałszywy Pieśniarz
Tytuł serii: Szamanka od umarlaków
Numer tomu: 3
Autor: Martyna Raduchowska
Liczba stron: 400
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: Uroboros, Warszawa 2019
1 thought on “Fałszywy Pieśniarz: Przygoda pełna nekromancji na jesienne wieczory [recenzja] [archiwum]”