„Król magii” to książka, którą podobnie jak „Szklany miecz” wygrałam w konkursie. Obydwie są drugimi tomami cyklu. W tym przypadku postanowiłam, że od razu zabiorę się za kontynuacje, bez czytania pierwszej części. Jak oceniłam spotkanie z tą książką w 2018 roku?

Sprawdź więcej recenzji książek fantasy: „Piąta pora roku” | „Królowie Dary” | „Ruda sfora” | „Prawdodziejka”
Jak Lewis i Rowlig na raz, tylko gorzej
Fillory to magiczna kraina, w której rządzą dwie królowe i dwóch królów. Wśród nich jest nastoletni Quentin. Gdy chłopak dowiaduje się, że jedna z wysp nie płaci podatków, wybiera się na nią wraz z Julią. Będąc na niej, przez przypadek znów trafia na Ziemię.
Czytając pierwsze strony „Króla magii”, od razu nasunęło mi się jasne skojarzenie: czy to nie jest przypadkiem końcówka ostatniego tomu „Opowieści z Narnii”? Prędko okazało się, że moje wrażenie było jak najbardziej słuszne. Książka Lev Grossman wydaje się być połączeniem serii C. S. Lewis i „Harry’ego Pottera” J. K. Rowling, tylko… w o wiele gorszej wersji.
Ponieważ powieść wygrałam w konkursie, nie miałam wcześniej styczności z tą serią, mimo że „Król magii” jest już tomem drugim. Jest to jednak tak prosta i jednocześnie tak głupiutka historia, że naprawdę nie miałam ani problemu ze zrozumieniem jej, ani nie czuję się źle z tym, że zabrałam się za jej ocenianie.
„Król magii” ma w sobie coś, co mnie irytuje
Zacznijmy od rzeczy, która zawsze najbardziej irytuje mnie w powieściach tego pokroju. Mianowicie styl powieści sugeruje, że autor próbuje stworzyć coś dla młodszej młodzieży. Tekst jest prosty, mało kreatywny, ale jednocześnie napisany bardzo przystępnie i pewnie do takiej grupy wiekowej trafi bez problemu. Z drugiej strony mamy tu sporo wulgarnych treści, dorosłych bohaterów (Quentin ukończył szkołę średnią) i naprawdę dużą ilość śmierci. Na podobny problem cierpi „Dwór cierni i róż” Maas, ale jednak autorka, chyba przez płeć, robi to zgrabniej i w pewnym sensie delikatniej. „Król magii” zaś potrafi być wręcz obrzydliwy, jeśli uświadomimy sobie, dla jakiego czytelnika jest większa część tej powieści.

Nie widzę w tej książce fantasy niczego interesującego
Przy tym wszystkim osobiście nie widzę w tej książce nic ciekawego. Styl autora niby jest prosty, ale jednak dość opisowy, a przez to może niektórych czytelników męczyć. Dialogi bohaterów są bardzo toporne, podobnie jak linia fabularna. Tak naprawdę autor potrzebuje bardzo dużo czasu, by dojść do głównej opowieści. Jednocześnie, gdy ta już staje się wątkiem wiodącym, połowę przygód mamy już za sobą i zostaje nam tylko „wielki finał”.
Samo tłumaczenie też nie wydaje mi się najlepsze. Pomijając już wspomniane toporne dialogi (które mogą być winą właśnie tłumacza), tłumaczka nawet nie próbuje przełożyć gier słownych na język polski, a przynajmniej dla mnie właśnie to często pokazuje poziom przekładu.
To mogło wyjść dobrze, ale…
Połączenie „Opowieści z Narnii” i „Harry’ego Pottera” mogłoby wydawać się ciekawym zabiegiem, ale… nie w wykonaniu Lev Grossmana. Dostajemy szkołę magii, świat czarodziejów zbudowany jeszcze bardziej losowo niż ten od Rowling oraz utopijny „drugi wymiar”, który kradnie z C. S. Lewis nawet fakt, że czas na Ziemi i czas w Fillory płynie inaczej. Tyle że zamiast ciekawej i interesującej historii, jaką dał nam autor tej klasycznej serii, dostajemy nudną i schematyczną opowieść, która kompletnie nie interesuje.
Do samych bohaterów też nie zapałałam sympatią. To po prostu głupie dzieciaki, którym często tylko jedno w głowie… ech, zdecydowanie nie są to postacie, które można naśladować i którymi można się inspirować, a przecież to w powieściach dla młodzieży jest najbardziej istotne.
„Król magii” mnie znudził i zirytował tym, jak bezwstydnie kopiuje niektóre ze sprzedających się od dawna pomysłów. Nie jest niczym nowym, nie jest niczym świeżym. Choć nie mam zamiaru narzekać na zapoznanie się z samą książką, to osobiście kompletnie nikomu jej nie mam zamiaru polecać. Naprawdę, na półkach stoi o wiele ciekawszych powieści czy serii utrzymanych w podobnej konwencji…
Nie zawsze był królem, Fillory czy czegokolwiek. Podobnie jak pozostali. Wychował się jak normalny, niemagiczny i niekrólewski chłopak w Brooklynie, w świecie, który mimo swoich wad nadal uważał za prawdziwy. Sądził, że Fillory to nierzeczywista, zaczarowana kraina, gdzie rozgrywa się akcja cyklu powieści fantastycznych dla dzieci. Potem jednak studiował magię w sekretnym college’u o nazwie Brakebills i wraz z przyjaciółmi odkrył, że Fillory istnieje naprawdę.
Fragment „Króla magii” Lev Grossman

Tytuł: Król magii
Tytuł serii: Fillory
Numer tomu: 2
Autor: Lev Grossman
Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska
Liczba stron: 472
Gatunek: młodzieżowe fantasy
Wydanie: Sonia Draga, Katowice 2012
5 thoughts on “Król magii: A gdyby tak połączyć Pottera i Narnię? [recenzja] [archiwum]”