„Biały kruk” trafił do mnie jako egzemplarz recenzencki, na który zdecydowałam się po tym, jak mój promotor na licencjacie zobaczył maila od wydawnictwa i zaczęliśmy rozmowę na temat jego zawartości. Jak podobał mi się ten romans paranormalny, kiedy przeczytałam go w 2018 roku?

Sprawdź recenzje innych romansów paranormalnych: „Wieczni wygnańcy” | „Przebudzenie Arkadii” | „Ever” | „Szeptem”
Piper wyjeżdża na odciętą od świata wyspę
Matka Piper zginęła. Jej ojciec wysyła więc zarówno ją, jak i jej młodszego brata do babci, mieszkającej na odciętej od świata wyspie, z którą dziewczyna nigdy nie miała kontaktu. Na miejscu Piper zaczyna odkrywać rodzinne tajemnice i odkrywa, że jej życiu grozi niebezpieczeństwo… Tylko co wspólnego ma z tym nowo poznany i zabójczo przystojny chłopak, Zane?
Ostatni raz po jakże popularne paranormal romance sięgnęłam we wrześniu 2017 roku. Minęło więc parę dobrych miesięcy, dlatego nadszedł najwyższy czas, aby sprawdzić kolejną pozycję z tego gatunku: bo choć osobiście za nim nieszczególnie przepadam, to wciąż głęboko wierzę, że w końcu trafię na fantastyczny romans, który będę mogła z ręką na sercu polecić. Niestety, „Biały kruk” Biały kruk zdecydowanie tym wyjątkowym wyjątkiem nie będzie.
„Biały kruk” to pierwsza książka fantastyczna od Kobiecego
Ta niebieska książka jest pierwszą książką fantastyczną wydaną przez Wydawnictwo Kobiece, z którym wcześniej nie miałam do czynienia. Nic dziwnego: wydają głównie romanse, a to nie są książki dla mnie. Zresztą „Biały kruk” też takową nie jest. To bardzo przeciętny paranormal romance, który być może nie jest wybitnie zły, ale jednocześnie ma w sobie wszystkie problemy typowe dla tego gatunku.
Nasza główna bohaterka, Piper, jest jednocześnie narratorką całej historii. Ma siedemnaście lat i początkowo kreowana jest przez autorkę jako osoba przywiązana do swojego brata oraz najlepszego przyjaciela. Jest dziewczyną, która niby się buntuje, nosząc glany i kochając czarny kolor, ale jednocześnie ma serce we właściwym miejscu. Niestety, wszystko zmienia się, gdy poznaje Zane’a, czyli naszego adoratora. Wtedy nie tylko zupełnie olewa swojego przyjaciela, w którym w gruncie rzeczy była trochę zakochana, ale też pokazuje, jak wredny ma charakter.

Piper jest po prostu niegrzeczna!
Widzicie, z tyłu książki, w krótkiej notce o autorce, możecie przeczytać, że J. L. Weil często nadaje swoim bohaterkom niewyparzony język. Z tym że ten krótki tekst nie wspomina o tym, że stworzona przez nią Piper jest po prostu bardzo niegrzeczna i bardzo często obraża ludzi. Nie potrafi nie wyzywać Zane’a od „dupków” w każdej możliwej chwili, nawet jeśli ten jest dla niej miły albo — co gorsza — ratuje ją z opresji. Poza tym nasza blondwłosa, nastoletnia piękność jest osobą bardzo niezdecydowaną i niedojrzałą, która potrafi myśleć tylko o tym, jak mogłaby „przelecieć” Zane’a (oczywiście nie dosłownie, inaczej nie mogłoby to być young adult. Ale kontekst jest jasny).
Mam wrażenie, że autorka chciała tymi zabiegami sprawić, by Piper była pewną siebie, silną postacią. Niestety nie wychodzi to za dobrze: i tak, i tak jest po prostu damą w opresji, którą ktoś musi cały czas ratować. Smuci mnie jedynie fakt, że niestety młode dziewczyny pewnie po części się z nią utożsamią… a raczej nie jest to wzór dobry do naśladowania.
W tej książce chodzi wyłącznie o romans
Dość już jednak o Piper! Chyba warto powiedzieć też o innych aspektach tej lektury. Przede wszystkim autorka nawet nie próbuje udawać, że chodzi tu o coś więcej niż romans: niegrzeczny Zane pojawia się szybko na kartach książki i już z nich nie znika. Wprawdzie niby mamy tu cały wątek związany z fantastycznym światkiem, jednak prawda jest taka, że wystarczyłoby podmienić ten element na gangi, mafię lub cokolwiek innego i historia wcale by na tym nie straciła. Jeśli ktoś zna przynajmniej kilka paranormalnych romansów, bez wątpienia nie będzie niczym zaskoczony w trakcie lektury „Białego kruka”.
Przez prosty styl to szybko się czyta
Styl Weil jest — jak w takich książkach bywa — bardzo prosty. Przez to powieść wręcz się połyka: nie dość, że nie jest długa, to jeszcze czyta się ją bardzo, bardzo szybko. Niestety, o ile to można uznać za zaletę, o tyle fakt, że styl jest raczej infantylny, już niekoniecznie. Niemniej w tym przypadku mogę przymknąć na to oko: to w końcu powieść dla młodzieży, a im po prostu pozwala się na więcej tego typu wpadek.
Nie uważam, aby „Biały kruk” był absolutnie najgorszą książką w swoim gatunku. Absolutnie nie — czytałam gorsze. Wypada po prostu bardzo przeciętnie i podejrzewam, że osoby, które takie powieści czytają, raczej nie będą na nią szczególnie narzekać. Niestety to lektura tylko dla takich osób. Nie jest to pozycja godna polecenia komukolwiek innemu. A szkoda, bo naprawdę marzy mi się romans paranormalny, który przy okazji byłby po prostu dobrą książką.
– Zane, przestań się na chwilę dąsać i oddaj damie swoją bluzę. Zimno jej.
Próbowałam protestować, ale już zdjął ją z polana i mi ją podał.
– Proszę – powiedział ten mroczny i grzesznie piękny półbóg.
Nie cierpiałam tego. Nie cierpiałam jego.
„Kłamca, kłamca, kłamca” – powtarzała moja podświadomość.
Fragment „Białego kruka” Biały kruk

Tytuł: Biały kruk
Tytuł serii: Raven
Numer tomu: 1
Autor: J. L. Weil
Tłumaczenie: Edyta Świerszczyńska
Liczba stron: 376
Gatunek: paranormal romance
Wydanie: Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2018
6 thoughts on “Biały kruk: Przeciętny paranormal romance [recenzja] [archiwum]”