„Nomen omen” czytałam w 2019 roku w ramach współpracy z wydawnictwem Uroboros. W ten sposób poznałam kolejną polską pisarkę: Martę Kisiel. Jak podobała mi się ta powieść i czy warto się za nią zabrać? Sprawdź recenzję!

Sprawdź więcej recenzji polskiego urban fantasy: „Cienie Nowego Orleanu” | „Dreszcz” | „Dynia i jemioła” | „Dom wschodzącego słońca”
Salka wyprowadza się do Warszawa
Los nigdy nie był łaskawy dla Salki. Dwudziestopięciolatka, z irytującym młodszym bratem i matką, która uważa ją za pełne seksapilu bóstwo, nie może wytrzymać w rodzinnym domu. Wyprowadza się więc do Warszawy, wynajmując pokój u dziwnej starszej pani.
Interesując się polską fantastyką, trudno nie trafić na Martę Kisiel: nazywaną przez siebie samą oraz swoich fanów ałtorką, twórczynię rozrywkowych powieści i opowiadań. Podchodziłam do jej twórczości z olbrzymim dystansem, nie przeczę. Humorystyczna literatura raczej nie ma w zwyczaju mnie bawić. Paradoksalnie, gdy czuję, że autor chce mnie rozśmieszyć, zaczynam się irytować. „Nomen omen” okazało się jednak książką, która nie kipi żartami aż tak, jak się spodziewałam, i dzięki temu była całkiem przyjemną lekturą.
Przyjemna, ale nie odkrywcza
Przyjemną, ale w żadnym razie odkrywczą czy wyjątkową. Marta Kisiel sprawnie operuje językiem polskim, trochę się nim bawi i często buduje żarty właśnie wokół niego, ale moim zdaniem nie robi tego tak dobrze jak choćby niepowtarzalny Terry Pratchett (w cudownym tłumaczeniu Piotra W. Cholewy). W przypadku tego autora często zatrzymuję się nad konkretnymi żartami, myśląc o tym, jak inteligentnym człowiekiem trzeba być, aby na coś takiego wpaść. Przy „Nomen omen” miałam chwilę takiego zatrzymania może dwa razy, a większość żartów spływała po mnie jak po kaczce.
„Nomen omen” to sympatyczni bohaterowie
Chyba nikogo nie zaskoczę, pisząc, że bohaterowie tej powieści są zdecydowanie sympatyczni. Nie czuję wprawdzie z nimi szczególnej więzi, ale Salka i cała jej „ekipa” są po prostu bardzo mili. Poza tym nie oszukujmy się – obecna w powieści papuga skradła moje serce, szczególnie że w tej chwili to jeden z tych rodzajów zwierzaków, o których myślę najwięcej i najczęściej.
Pod kątem fabularnym nie jest to oczywiście dzieło sztuki. Nie jest to też powieść absolutnie nieprzewidywalna i zaskakująca. Ale historia przedstawiona w „Nomen omen” jest raczej angażująca (w sporej mierze dzięki bohaterom) i od tego typu książki po prostu nie wymagam więcej, bo nie o to w takiej literaturze chodzi. Ponadto w przyjemny sposób łączy historię Wrocławia z grecką mitologią, więc na pewno fani zarówno tego miasta, jak i tego typu motywów się w niej odnajdą.

Żart mnie nie przytłoczył
Przede wszystkim cieszę się, że nie poczułam się przytłoczona żartem. Ten naprawdę potrafi przytłoczyć i sprawić, że powieść staje się infantylna, a tego w przypadku „Nomen omen” nie wyczułam. Niemniej po takiej liczbie recenzji, z którymi było mi dane się zapoznać, byłam przekonana, że Martę Kisiel albo będę uwielbiać, albo nienawidzić, a ostatecznie jestem po prostu pośrodku. Nie żałuję przeczytania tej książki, pewnie będę ją polecać, ale czy sama kiedykolwiek do niej wrócę? Raczej nie.
„Nomen omen” wydaje mi się po prostu bezpieczną lekturą dla tych, którzy szukają czegoś lekkiego i rozrywkowego, napisanego w całkiem inteligentny sposób. Mimo wszystko takich książek jest dość mało (zwykle autor „przegina” w którąś stronę, sprawiając, że albo powieść jest zbyt poważna, albo zbyt dziecinna), więc na „Nomen omen” warto zwrócić uwagę szczególnie w trudniejszych chwilach w szkole czy pracy, gdy szukamy chwili oddechu od poważniejszych lektur.
Z opisu wynikało, że nie chodzi o chuliganów nurtu ortodoksyjnego, z rodzaju tych napakowanych koksem i testosteronem miłośników baseballu i szlachetnych sztuk walki, lecz o – dla pewności funkcjonariusze zerknęli raz jeszcze do notatek – starą wiedźmę w kocu i garbusa ze średnich rozmiarów młyńskim kołem. A to były już co najmniej dwa dobre powody, żeby wykazać mile widziane przez przełożonych zainteresowanie, bez żadnej obawy, że natkną się na ustawkę. Albo, co gorsza, gimnazjalistów.
Fragment „Nomen omen” Marty Kisiel

Tytuł: Nomen omen
Autor: Marta Kisiel
Liczba stron: 336
Gatunek: fantasy
Wydanie: Uroboros, Warszawa 2019