Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności książkowe
    • Recenzje
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Nomen omen: Na dwoje babka wróżyła [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 20 marca, 2019

„Nomen omen” czytałam w 2019 roku w ramach współpracy z wydawnictwem Uroboros. W ten sposób poznałam kolejną polską pisarkę: Martę Kisiel. Jak podobała mi się ta powieść i czy warto się za nią zabrać? Sprawdź recenzję!

Spis treści:

Toggle
  • Salka wyprowadza się do Warszawa
  • Przyjemna, ale nie odkrywcza
  • „Nomen omen” to sympatyczni bohaterowie
  • Żart mnie nie przytłoczył
Nomen omen

Sprawdź więcej recenzji polskiego urban fantasy: „Cienie Nowego Orleanu” | „Dreszcz” | „Dynia i jemioła” | „Dom wschodzącego słońca”


Salka wyprowadza się do Warszawa

Los nigdy nie był łaskawy dla Salki. Dwudziestopięciolatka, z irytującym młodszym bratem i matką, która uważa ją za pełne seksapilu bóstwo, nie może wytrzymać w rodzinnym domu. Wyprowadza się więc do Warszawy, wynajmując pokój u dziwnej starszej pani.

Interesując się polską fantastyką, trudno nie trafić na Martę Kisiel: nazywaną przez siebie samą oraz swoich fanów ałtorką, twórczynię rozrywkowych powieści i opowiadań. Podchodziłam do jej twórczości z olbrzymim dystansem, nie przeczę. Humorystyczna literatura raczej nie ma w zwyczaju mnie bawić. Paradoksalnie, gdy czuję, że autor chce mnie rozśmieszyć, zaczynam się irytować. „Nomen omen” okazało się jednak książką, która nie kipi żartami aż tak, jak się spodziewałam, i dzięki temu była całkiem przyjemną lekturą.

Przyjemna, ale nie odkrywcza

Przyjemną, ale w żadnym razie odkrywczą czy wyjątkową. Marta Kisiel sprawnie operuje językiem polskim, trochę się nim bawi i często buduje żarty właśnie wokół niego, ale moim zdaniem nie robi tego tak dobrze jak choćby niepowtarzalny Terry Pratchett (w cudownym tłumaczeniu Piotra W. Cholewy). W przypadku tego autora często zatrzymuję się nad konkretnymi żartami, myśląc o tym, jak inteligentnym człowiekiem trzeba być, aby na coś takiego wpaść. Przy „Nomen omen” miałam chwilę takiego zatrzymania może dwa razy, a większość żartów spływała po mnie jak po kaczce.

„Nomen omen” to sympatyczni bohaterowie

Chyba nikogo nie zaskoczę, pisząc, że bohaterowie tej powieści są zdecydowanie sympatyczni. Nie czuję wprawdzie z nimi szczególnej więzi, ale Salka i cała jej „ekipa” są po prostu bardzo mili. Poza tym nie oszukujmy się – obecna w powieści papuga skradła moje serce, szczególnie że w tej chwili to jeden z tych rodzajów zwierzaków, o których myślę najwięcej i najczęściej.

Pod kątem fabularnym nie jest to oczywiście dzieło sztuki. Nie jest to też powieść absolutnie nieprzewidywalna i zaskakująca. Ale historia przedstawiona w „Nomen omen” jest raczej angażująca (w sporej mierze dzięki bohaterom) i od tego typu książki po prostu nie wymagam więcej, bo nie o to w takiej literaturze chodzi. Ponadto w przyjemny sposób łączy historię Wrocławia z grecką mitologią, więc na pewno fani zarówno tego miasta, jak i tego typu motywów się w niej odnajdą.

Nomen omen

Sprawdź recenzje innych tomów „Cyklu Wrocławskiego”:  „Toń” | „Płacz”


Żart mnie nie przytłoczył

Przede wszystkim cieszę się, że nie poczułam się przytłoczona żartem. Ten naprawdę potrafi przytłoczyć i sprawić, że powieść staje się infantylna, a tego w przypadku „Nomen omen” nie wyczułam. Niemniej po takiej liczbie recenzji, z którymi było mi dane się zapoznać, byłam przekonana, że Martę Kisiel albo będę uwielbiać, albo nienawidzić, a ostatecznie jestem po prostu pośrodku. Nie żałuję przeczytania tej książki, pewnie będę ją polecać, ale czy sama kiedykolwiek do niej wrócę? Raczej nie.

„Nomen omen” wydaje mi się po prostu bezpieczną lekturą dla tych, którzy szukają czegoś lekkiego i rozrywkowego, napisanego w całkiem inteligentny sposób. Mimo wszystko takich książek jest dość mało (zwykle autor „przegina” w którąś stronę, sprawiając, że albo powieść jest zbyt poważna, albo zbyt dziecinna), więc na „Nomen omen” warto zwrócić uwagę szczególnie w trudniejszych chwilach w szkole czy pracy, gdy szukamy chwili oddechu od poważniejszych lektur.


Z opisu wynikało, że nie chodzi o chuliganów nurtu ortodoksyjnego, z rodzaju tych napakowanych koksem i testosteronem miłośników baseballu i szlachetnych sztuk walki, lecz o – dla pewności funkcjonariusze zerknęli raz jeszcze do notatek – starą wiedźmę w kocu i garbusa ze średnich rozmiarów młyńskim kołem. A to były już co najmniej dwa dobre powody, żeby wykazać mile widziane przez przełożonych zainteresowanie, bez żadnej obawy, że natkną się na ustawkę. Albo, co gorsza, gimnazjalistów.

Fragment „Nomen omen” Marty Kisiel


Nomen omen

Tytuł: Nomen omen

Tytuł serii: Cykl Wrocławski

Numer tomu: 1

Autor: Marta Kisiel

Liczba stron: 336

Gatunek: fantasy

Wydanie: Uroboros, Warszawa 2019

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, komedia, Książki z akcją we Wrocławiu, literatura polska, Marta Kisiel, urban fantasy, Wydawnictwo Uroboros

4 thoughts on “Nomen omen: Na dwoje babka wróżyła [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Dożywocie: Dom pełen niespodziewanych mieszkańców [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: Wiedźma: Pozornie urban fantasy, w praktyce - romans [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  3. Pingback: Toń: trzy panny Stern w magicznym Wrocławiu [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  4. Pingback: Płacz: trzeci tom, który nie był do końca potrzebny [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Specjalistka od słoni szkoli mamuty. „Ciosy zagłady” Raya Naylera [recenzja]
  • „Papierowy Mag” Holmberg wcale nie jest o origami. Mormonka i jej powieść fantasy [recenzja]
  • „Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]
  • Edycja limitowana „Death Note” już (i tylko) w przedsprzedaży
  • Vesper wyda Robin Hobb. Niedługo wznowienie „Ucznia skrytobójcy” 

Alternatywna historia dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme