„Doom Patrol” był dokładnie tym, czego potrzebowałam, kiedy oglądałam go w 2019 roku. Jak podobał mi się ten serial i co sprawiło, że miałam o nim tak pozytywną opinię? Poznaj jego zalety i dowiedz się, czy to historia dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych superbohaterskich produkcji: „Wonder Woman” | „Aquaman” | „Niezniszczalny” | „Venom”
Doom Patrol to wcale nie są wybrańcy
Choć mają niezwykłe zdolności, nie uważają się za specjalnych i wyjątkowych. Mieszkańcy Doom Mansion to osoby po przejściach, których życie uratował genialny dr Niles Caulder (Timothy Dalton). Nie próbują odwiedzać zewnętrznego świata – wiedzą, że nie nadają się do funkcjonowania w społeczeństwie. Gdy jednak ich szefowi grozi niebezpieczeństwo, postanawiają spróbować mu pomóc.
Zamiast idealnych mutantów – ludzie z traumami
Do niedawna, gdybym miała wskazać moją ulubioną grupę superbohaterów, bez wątpienia wytypowałabym X-Men. Ta grupa mutantów ma w sobie coś wyjątkowego, co pozwala na prowadzenie zarówno wielkich, pełnych akcji historii, jak i skromniejszych opowieści, skupiających się na postaciach i ich problemach. Przed nimi istniała jednak jeszcze inna ekipa.
Doom Patrol to drużyna DC Comics powstała w latach 60., której narodziny są właściwie powiązane z X-Men. Ba, sam zespół ma wiele wspólnego z tworem Marvela. Nie tylko przewodzi im niepełnosprawny geniusz, ale również sam wyjściowy koncept jest niezwykle zbliżony.
Zbliżony, ale na szczęście nie identyczny. Mutanci z Marvel Comics mogą być przez świat źle traktowani, ale w gruncie rzeczy to pełnoprawni superbohaterowie, szkoleni do tego, by walczyć ze złem. Członkowie Doom Patrolu to po prostu zwykli ludzie, którzy zamknęli się w sobie przez przeżyte traumy i chcą po prostu normalnie żyć. Niestety, ich umiejętności oraz osobiste demony kompletnie im na to nie pozwalają. Choć ich przedstawienie w serialu z 2019 roku bywa czasami przerysowane, to jednak te postacie, ich problemy i sposób funkcjonowania mają w sobie coś, co sprawia, że od teraz chyba to tę drużynę będę uznawać za swoją ulubioną.
Produkcja powstała na bazie komiksów Granta Morrisona. Sam pierwszy odcinek mocno zwrócił moją uwagę, choć nie był wyjątkowo porywający. Miał w sobie jednak na tyle dziwności, że po prostu oglądałam dalej… i ostatecznie przepadłam.

Bohaterowie na pierwszym planie i urok absurdu
W „Doom Patrolu” to postacie grają pierwsze skrzypce. Nie główna linia fabularna, nie wielkie sceny akcji czy ratowanie świata, a właśnie oni. Ich przeszłość przybliżana jest nam w każdym odcinku, dzięki czemu coraz lepiej ich rozumiemy i mocniej się do nich przywiązujemy. Nie są idealni. Popełniają błędy, czasem podejmują głupie decyzje, bywają uparci i uprzedzeni. Ale przy tym stopniowo uczą się ze sobą rozmawiać, rozwijają się i mierzą ze swoimi słabościami, dzięki czemu każdy z nich staje się z odcinka na odcinek coraz lepszym człowiekiem.
Ponadto każdy z nich ma niezwykle ciekawe „zdolności”, wyglądając przy tym na ekranie naprawdę dobrze. Robotman (Brendan Fraser) jest doskonale topornym robotem. Rita (April Bowlby) zachwyca przepięknymi strojami rodem z lat 50. Larry (Matt Bomer), owinięty bandażami, prezentuje się niezwykle komiksowo. Jednocześnie jego prezencja stanowi kluczową część jego problemów – nie tylko zwraca uwagę wszystkich wokół, ale też sprawia, że od lat nie może nikogo dotknąć. Choć chyba Robotman ma jeszcze gorzej, nie mając ani zmysłu dotyku, ani smaku czy zapachu. Crazy Jane (Diane Guerrero) i jej ciągłe zmiany osobowości również wypadają arcyciekawie, a Cyborg (Joivan Wade) także „działa” w tej formule naprawdę sprawnie.
Nie tylko postacie wyróżniają jednak ten tytuł. To serial niezwykle komiksowy, w którym pojawia się wręcz niezliczona liczba cudownych absurdów. Gadająca ulica, mysz będąca tajnym agentem, nazistowski naukowiec czy wybuchające osły – to tylko część z nich. Z jednej strony sprawia to, że sama historia potrafi potężnie zaskoczyć i rozbawić, z drugiej jednak doskonale rozumiem osoby, dla których takie scenariuszowe odloty okażą się po prostu przesadą.
Czy warto dać im szansę?
„Doom Patrol” po prostu w pełni mnie kupił. Swoją kolorową i absurdalną otoczką, postaciami, a nawet główną osią fabularną. Ta ostatnia sama w sobie wypada dość sztampowo, ale ma w sobie na tyle zawirowań, że kompletnie mi to nie przeszkadzało. Co prawda dostrzegam elementy, które można byłoby napisać nieco lepiej i z trochę większą dozą sensu oraz logiki, ale w ogólnym rozrachunku zupełnie nie psuje to zabawy. To naprawdę porządnie zrealizowane dzieło, z dobrze napisanymi postaciami, świetnymi zdjęciami i świeżym podejściem do tematu.
Cóż mogę więc zrobić poza gorącym poleceniem? Nie będzie to historia dla każdego, ale wydaje mi się, że naprawdę warto spróbować po nią sięgnąć. Bo choć z jednej strony to produkcja superbohaterska, to przez większość czasu nasi bohaterowie nie mają wiele wspólnego z klasycznymi herosami. Są przede wszystkim ludźmi z bardzo aktualnymi, przyziemnymi problemami, które wciągają mocniej niż niejedna epicka opowieść.

„Doom Patrol”
sezon 1
serial superbohaterski, fantastyczno-naukowy